Pieniądze, zarabianie i statystyka

Posted by admin on May 11th, 2008
2008
May 11

Kłamstwa i statystyka

autorem artykułu jest Arkadiusz F Pluta

Przypomniał mi się pewien dowcip o skuteczności statystyki. Jakie jest prawdopodobieństwo spotkania mężczyzny lub kobiety, kiedy wyjdziemy rano ze swojego domu? Oczywiście ogólne prawdopodobieństwo jest około fifty-fifty (50 %) z przewagą dla kobiet, ponieważ jest ich trochę więcej. Wynik może się jednak diametralnie zmienić, kiedy jedynym naszym sąsiadem jest jednostka wojskowa lub zakon żeński. W tym konkretnym przypadku statystyka ma się nijak do rzeczywistości. To samo każdy z nas odczuwa, gdy słyszymy informację o średnim wynagrodzeniu w gospodarce. Na tą liczbę składają się zarówno bardzo niskie jak i wysokie zarobki a najbardziej „średnie-dominujące” są wynagrodzenia poniżej oficjalnej średniej statystycznej. Ale to nie jest kłamstwo tylko wynik czystego działania matematycznego. Statystyka jednak jest uwielbiana przez polityków, ekonomistów i różnej maści hochsztaplerów, za pomocą której mogą udowodnić niemalże wszystko. Poniżej skupię się na kilku takich przykładach „ala-kłamstw”.

· Pierwszym z nich jest publikowany przez GUS wskaźnik inflacji. Każdy jednak z nas, gdy pójdzie do sklepu, to ma wrażenie, że towary i usługi wzrosły bardziej niż oficjalny wskaźnik. W moim przekonaniu, gdy pomnożymy ten wskaźnik przez dwa, to będzie on bliżej prawdy. Oficjalny wskaźnik liczony jest na podstawie przeciętnego koszyka dóbr i usług, który jest przez nas konsumowany. Okazuje się jednak, że ten koszyk i jego zawartość i udział procentowy poszczególnych elementów ciągle ulega zmianom. Oficjalną wykładnią tych działań jest zmiana naszych preferencji. Dlaczego jednak tak często? Taka zmiana nastąpiła także ostatnio. W programach informacyjnych i prasie ogłoszono „dobrą nowinę”, że inflacja jest na niższym poziomie niż wstępnie obliczany poziom 4,6%!!! Tak nawiasem mówiąc wskaźnik inflacji służy m.in. do waloryzacji emerytur i rent. Taniej wychodzi ciągłe ulepszanie metodologii obliczeń tego wskaźnika. Tylko parę pensji!
· Drugim takim „ala-kłamstwem” są wszelakie indeksy w tym giełdowe. Gdy spojrzymy na większość indeksów giełdowych, to ich ogólny kierunek pomimo korekt jest północny-rosnący. W życiu jest inaczej i nie zawsze podnosimy się z upadku a często jesteśmy eliminowani z gry. Tutaj podobnie jak przy obliczaniu wskaźnika inflacji skład walorów i ich procentowy udział podlega częstym zmianom. Wylatują z niego spółki najsłabsze i wchodzą mocne spółki a ich waga w indeksie ciągle waha się w zależności od mód. Taka konstrukcja tych indeksów wyjaśnia nam fakt, że nawet profesjonaliści nie potrafią często pobić benchmarku tj. indeksu.
· Innym z kolei bardzo dobrze sprzedającym się „ala-kłamstwem” jest stwierdzenie, że coś wzrosło średnio o ileś tam procent. Często słyszymy, że fundusz inwestycyjny zarobił średnio 10 % w skali roku. Na ten wynik mógł się jednak złożyć wzrost portfela w pierwszym roku o 40 %, w drugim roku nastąpił spadek o 50 % a w trzecim roku znów nastąpił wzrost o 40%. Gdy dodamy te trzy wartości procentowe i podzielimy przez trzy to otrzymamy powyższy wynik a w rzeczywistości straciliśmy 2 % zainwestowanego kapitału bez uwzględnienia opłat i prowizji!!! Dlatego mnie osobiście nie interesują średnie wzrosty wyrażone w procentach, (czyli w czymś bardzo ulotnym i czasami zabawnym) ale jak szybko pomnożę kapitał. Oczekuję odpowiedzi, w jakim czasie podwoję lub potroję swój kapitał? Liczą się liczby bezwzględne i rzeczywista forsa na koncie.
· Następnym przykładem jest nie ujmowanie opłat i prowizji w swoich zestawieniach statystycznych. Koronnym przykładem tego typu statystyki są nasze Otwarte Fundusze Emerytalne. Jednostka rozliczeniowa takiego funduszu wzrosła o dany procent a w rzeczywistości po uwzględnieniu opłat i prowizji (dwucyfrowe liczby!) mamy na koncie około połowę mniej pieniędzy niż wynika ze wzrostu jednostki. Może się okazać, że lepiej gdyby pieniądze leżały na zwykłym koncie oszczędnościowym. Cóż instytucje te dobrze dbają o własny interes (opłaty i prowizje) kosztem przyszłych przymusowych emerytów-frajerów?! Jedyna rada to wybrać fundusz, który „mało pali”, czyli ma najniższe koszty a miraże zysków niech nie przesłonią nam oczu. Jak dotychczasowa historia pokazuje, fundusze OFE to jedno stado a nikt z członków stada nie będzie wychylał się i bez potrzeby ryzykował. Cały system został tak zbudowany, że nie ma tam żadnej konkurencji. Wszyscy muszą inwestować w to samo i we wszystko, czyli widło i powidło. Końcowym rezultatem będzie „wykastrowany z zysków kapitał emerytalny”.

Tych złych przykładów mógłbym przytoczyć bez liku. Żeby jednak nie było tak tendencyjnie i jednostronnie, to statystyka to bardzo pomocne i użyteczne narzędzie, z którego chętnie korzystam. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach i w etyce danej osoby czy też instytucji. Ja osobiście często posiłkuje się nią do prognozowania czasu i zasięgu ruchów na indeksie giełdowym. Od początku powstania WIG20 notuje czy dany miesiąc na giełdzie był wzrostowy czy spadkowy, inaczej mówiąc czy zamknięcie miesiąca było wyżej czy też niżej niż zamknięcie poprzedniego miesiąca. Okazuje się, że najczęściej nieprzerwane spadki trwały około 2 m-cy a największy nieprzerwany spadek wyniósł 8 m-cy (bańka internetowa). Drugi z kolei najdłuższy nieprzerwany spadek wyniósł 5 m-cy i wystąpił tylko raz. Czyli okazuje się, że statystycznie rzec biorąc jesteśmy blisko końca spadków zaczynających się w listopadzie ubiegłego roku tj. najpóźniej do końca czerwca. A największy skumulowany (suma wszystkich miesięcy) spadek wyniósł 38,4 % czyli do rekordu brakuje nam 11,9 % licząc od końca lutego. Po tak długich spadkach (od 4 m-cy wzwyż) zwykle następowało odreagowanie, które trwało przeciętnie 2 m-ce, góra 3 m-ce a potem zwykle następował o wiele krótszy czasowo spadek. Ten scenariusz pokrywa się też z rozpoczętym w sierpniu 2007 cyklem 11 lub 11,5 m-cy z odchyleniem +/- 2 m-ce. Jest to prawdopodobnie ostatnia faza (bessy) cyklu długoterminowego rozpoczętego jeszcze w 2003 roku. Jeżeli chodzi o poziom spadków to pierwszy poziom był w okolicach 3000 pkt z odchyleniem +/- 5 %, drugi poziom to 2500 pkt +/- 5 % a trzeci to okolice 2000 pkt z takim samym odchyleniem. Ten drugi poziom był już prawie zdobyty i wydaje się najbardziej prawdopodobny ale nie wykluczałbym także docelowo zdobycia także trzeciego poziomu. Za drugim poziomem przemawia także fakt, że spadek może sięgnąć dołka z czerwca 2006 o czym wspominałem w blogu z lutego 2007 roku. Życie jak zwykle zweryfikuję tą „statystyczną prognozę” i oby nie okazała się zwykłym błędem statystycznym.
http://aphossa.blog.onet.pl


Arkadiusz, Inwestor, aphossa.blog.onet.pl

Oszczędzanie i emerytura

Posted by admin on Apr 27th, 2008
2008
Apr 27

Jeśli oszczędzać to realnie
autorem artykułu jest Michał Kowalski

Czy za 300 zł comiesięcznych oszczędności możemy uzyskać 5 000 zł emerytury? Na to liczą doradcy finansowi proponujący klientom plany systematycznego oszczędzania – taką symulację całkiem niedawno widziałem w jednym z programów telewizyjnych. Tymczasem do realizacji ambitnego emerytalnego celu potrzeba nie 300 a blisko 1400 zł miesięcznie.

Sprawdźmy skąd ta różnica. Do naszych obliczeń przyjmijmy 30-letni okres oszczędzania i 10% roczną stopę zwrotu w tym okresie. Na koniec inwestycji uzyskamy prawie 683 800 zł. Kwota ta posłuży nam później do wypłaty comiesięcznej emerytury. Jeśli uda się osiągnąć stopę inwestycji na poziomie 6% w okresie wypłaty emerytury to owe blisko 700 000 zł wystarczy nam na 20 lat życia. W ten sposób będziemy mogli co miesiąc wypłacać sobie 4 900 zł wiodąc szczęśliwe życie staruszka. Mimo że poprawność matematyczna powyższych obliczeń nie budzi wątpliwości, to jednak wprawne oko zauważy pewien niepokojący aspekt.

Wartość pieniądza w czasie

Blisko 5 000 zł co miesiąc jest kwotą, którą nie pogardziłby pewnie przeciętny emeryt. Jednak zauważmy, że pieniądze te mamy otrzymywać dopiero za 30 lat. Należy zatem uwzględnić fakt utraty ich wartości w czasie, popularnie nazywany inflacją. Dla przykładu dziś za 5 000 zł możemy kupić 1 667 kg ziemniaków, jeśli jednak będą one drożeć 3% rocznie wówczas za 30 lat stać nas będzie jedynie na 687 kg. Może przykład jest banalny, ale fakt nieuwzględnienia inflacji może być dla naszych finansów katastrofalny. Oznacza to, że 5 000 zł dzisiaj ma taką samą wartość co ok. 12 000 zł za 30 lat. To o takiej emeryturze powinniśmy rozmawiać myśląc realnie o obecnych 5 000 zł.

Opodatkowanie

Podatek od zysków kapitałowych skutecznie pomniejsza uzyskiwane stopy zwrotu. Myśląc o emeryturze należałoby zatem wybierać takie rozwiązania inwestycyjne, dzięki którym tego podatku nie zapłacimy. Ustawodawca wprowadzając Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) liczył na to, że zachęty podatkowe zaktywizują Polaków przekonując ich do dobrowolnego odkładania na starość. Tak się jednak nie stało. IKE nie jest popularne a i sami doradcy finansowi go nie promują, gdyż przeważnie nie wiele na sprzedaży takich produktów zarabiają. Trzeba również pamiętać, że niektóre instytucje wprowadzając IKE obciążyły je wysokimi kosztami a dla inwestora nie ma to znaczenia, czy zapłaci podatek do Skarbu Państwa, czy opłaty na rzecz instytucji finansowych.

Nie zmienia to jednak faktu, że jest to w praktyce jedyny sposób na uniknięcie podatku „Belki” gdy celem jest gromadzenie pieniędzy na jesień życia. Nie ma jednak idealnych rozwiązań inwestycyjnych, zatem również IKE ma wady wynikające wprost z ustawy. Alternatywne wobec IKE drogi do emerytalnego szczęścia wiążą się z koniecznością zapłacenia podatku. Może on być płacony przy każdej zmianie produktu inwestycyjnego, lub też odroczony i zapłacony na koniec okresu oszczędzania. Skarb Państwa nie oszczędzi nas również w podeszłym wieku, gdy wypłacana emerytura będzie pomniejszać nasze oszczędności zgromadzone na jakimś, dajmy na to, funduszu pieniężnym przynoszącym kilkuprocentowe odsetki.

Kapitalizacja

Licząc przyszłą wartość odkładanych co miesiąc pieniędzy musimy mieć świadomość, że do wzoru na tę matematyczną funkcję podstawiamy oczekiwaną miesięczną stopę zwrotu, która później, co wynika ze wzoru, będzie kapitalizowana. Jeśli zatem chcemy policzyć przyszłą wartość zgromadzonych pieniędzy przy założeniu osiąganej stopy zwrotu na poziomie 10% rocznie musimy ową stopę przekształcić tak, aby uzyskać jej „odpowiednik” miesięczny. Nie wystarczy jednak podzielić 10% przez 12, co da 0,83%, gdyż owe 0,83% po comiesięcznej kapitalizacji da nam wartość 10,47% w skali roku. Ta z pozoru drobna, prawie pół-procentowa, różnica ma bowiem istotne znaczenie w długim terminie - w okresie 30 lat przy kwocie 300 zł odkładanej miesięcznie uzyskamy w ten sposób o 60 000 zł więcej! Prawidłowo policzona stopa miesięczna powinna wynosić 0,797%, co wynika ze wzoru: (1+10%)^(1/12)-1.

Podsumowanie

Pozostaje nam zatem tylko policzyć, ile faktycznie trzeba oszczędzać miesięcznie, aby w przyszłości uzyskać realną emeryturę w wysokości obecnych 5 000 zł. Uwzględniając powyższe sugestie jeszcze raz przedstawmy założenia do obliczeń:
1) Realna emerytura: 5 000 zł
2) Okres oszczędzania: 30 lat
3) Okres wypłaty emerytury: 20 lat
4) Oczekiwana roczna stopa zwrotu w okresie oszczędzania: 10%
5) Oczekiwana roczna stopa zwrotu w okresie wypłaty emerytury: 6%
6) Inflacja roczna: 3%
7) Podatek od zysków kapitałowych płatny na koniec okresu oszczędzania oraz w momencie każdorazowej wypłaty emerytury

Przyszła wartość dzisiejszej kwoty 5 000 zł przy założeniu powyższej inflacji wyniesie za 30 lat 12 136 zł. Naszym celem jest utrzymanie realności emerytury także przez okres 20 lat jej wypłaty zatem musimy do jej indeksacji nadal używać wskaźnika inflacji. W ten sposób emerytura np. po pięciu latach wypłaty będzie miała ciągle realną wartość obecnych 5 000 zł. Poza tym, za każdym razem gdy będziemy wypłacać emeryturę należy się liczyć z koniecznością płacenia podatku „Belki”. Potrzebujemy więc 2 393 056 zł, aby zaspokoić nasze realne przyszłe 20-letnie potrzeby emerytalne uiszczając przy tym należy podatek.

Ile zatem trzeba miesięcznie oszczędzać, aby uzbierać kwotę, która po uwzględnieniu podatku od zysków kapitałowych (płacony po 30 latach) zmniejszy się do 2 393 056 zł potrzebnych na obsługę naszej emerytury? Odpowiedź jest prosta. To 1 365 zł miesięcznie, czyli o ponad 1 000 zł więcej niż można by było oczekiwać dokonując prostych obliczeń jak na początku tego tekstu. Jeśli wykorzystamy IKE do gromadzenia oszczędności emerytalnych wówczas miesięczna składka spadnie nam po poziomu ok. 1151 zł, co i tak przekracza dopuszczalny ustawowo limit wpłat. Nie mamy zatem wyboru. Może wykorzystując istniejące produkty inwestycyjne uda nam się odroczyć podatek, ale póki co w większym lub mniejszym wymiarze i tak go zapłacimy. Sposób i moment płacenia podatku mogą zatem w istotny sposób wpływać na wysokość zgromadzonych oszczędności, a powyższy przykład przedstawia tylko jedną z możliwych kombinacji.

Jak widać oczekując realnej emerytury trzeba też realnie oszczędzać. Niestety nie będzie drugiej szansy. Nie należy również przesadnie liczyć na szczęście. Jest wiele niewiadomych jak chociażby same założenia do obliczeń, które wcale nie muszą się ziścić. Może warto wziąć na to poprawkę i po prostu wyliczoną miesięczną składkę zaokrąglić jeszcze w górę. Tak na wszelki wypadek.


Michał Kowalski
Wealth Solutions - Lokaty strukturyzowane

Akcjonariat

Posted by admin on Apr 18th, 2008
2008
Apr 18

Akcjonariat - jak wykorzystać płynące z niego informacje?
autorem artykułu jest Tomasz Bar

Na giełdzie papierów wartościowych można kupić akcje prawie 300 spółek.
Jak wybrać te, których akcje mogą przynieść satysfakcjonujące zyski?
Czym się kierować?

Zazwyczaj inwestor poszukujący spółek dla swoich inwestycji kieruje się określonymi metodami oceny. Do najpopularniejszych z nich należą:

- analiza fundamentalna i techniczna,
- śledzenie rekomendacji giełdowych,
- inwestowanie pod nazwiska. Metoda bardzo popularna w latach 2005-2006. W dużym skrócie polega ona na kupowania akcji spółek należących bezpośrednio lub pośrednio do największych inwestorów giełdowych. Od lat są to te same osoby: Roman Karkosik, Leszek Czarnecki, Michał Sołowow, Ryszard Krauze.
Jak pokazała historia, inwestycje w firmy tuzów giełdowych dawały znacznie większe zyski niż średni wzrost indeksów giełdowych.

Metodą, o której warto pamiętać może też być śledzenie ruchów w akcjonariacie interesujących nas spółek. Mówiąc najprościej, akcjonariat to wykaz inwestorów zarówno indywidualnych jak i instytucjonalnych, którzy posiadają akcje danej spółki.
Minusem inwestowania pod akcjonariat jest to, że informacje o zmianach w jego składzie pojawiają się dopiero po przekroczeniu przez inwestora progu 5% akcji. To utrudnia śledzenie ruchów w akcjonariacie, gdyż często 2-3 inwestorów może mieć 4,9% akcji, a my o tym nie wiemy.

Jako przykładem posłużę się akcjonariatem spółki W.Kruk działającej w branży jubilerskiej.
Na wykazie zobaczyć można, kto posiada akcje firmy w liczbie ponad 5%.
ING TFI -12,88%
AIG TFI - 10,24%
BPH TFI - 9,9%
Pekao OFE - 8,9%
AIG OFE - 5,46%
PKO TFI - 5,18%
ING Parasol SFIO - 5,14%

I tak w akcjonariacie mamy 5 TFI i dwa OFE.
Taki skład akcjonariatu bardzo dobrze świadczy o spółce.

Statystyczny Kowalski może sobie w takiej sytuacji pomyśleć: skoro w spółkę inwestują TFI i OFE to znaczy, że spółka warta jest uwagi.

Jest w tym sporo racji. Duży może więcej, ale podejmuje też większe ryzyko. Instytucje finansowe swoimi zakupami akcji dają niejako do zrozumienia, że widzą w danej spółce potencjał do wzrostu.

OFE, poprzez które inwestuje 12 mln Polaków, zgromadziły ponad 115 mld zł. TFI 2006 rok zakończyły aktywami w wysokości 98 mld zł. Na ten rok wzrost szacuje się na kolejne 30 mld zł.
Tak olbrzymie kapitały wymagają starannie dobranych inwestycji.
Zarówno OFE jak i TFI zatrudniają sztaby analityków, doradców. Mają dostęp do najświeższych rekomendacji i informacji ze spółek. Na tej podstawie podejmują decyzje inwestycyjne.
Czemu ich nie naśladować i nie śledzić informacji o zmianach w akcjonariacie?
Kiedy już upatrzymy sobie kilka firm, warto prześledzić ich akcjonariat.
Informacje o tzw. przekroczeniu progu 5% na WZA (Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy) podaje prasa codzienna na stronach poświęconych ekonomii, jak również największe portale internetowe.
www.onet.pl, www.rzeczpospolita.pl, www.gazeta.pl, www.pb.pl

Jak przy każdej inwestycji w akcje konieczne jest doglądanie swoich pozycji. Śledzenie informacji o spółce jest wskazane, o ile nie chcemy być pewnego dnia niemile zaskoczeni.

www.finanseosobiste.pl - praktyczne porady finansowe, informacje o nowościach finansowych
tomaszbar.pl - finanse, gospodarka, polityka, społeczeństwo

Giełda Papierów Wartościowych

Posted by admin on Apr 12th, 2008
2008
Apr 12

Giełda Papierów Wartościowych: rozwój czy regres?

autorem artykułu jest Bartosz Stawiarski

Warszawska giełda aspiruje do miana głównego rynku kapitałowego Europy Środkowej i Wschodniej. Miernikiem jej rozwoju stała się liczba nowych debiutów oraz rosnąca kapitalizacja spółek notowanych na parkiecie przy ul. Książęcej. Imponujący wygląd wznoszących wykresów tych dwóch statystyk za ostatnie lata utwierdza wiele wysoko postawionych osób w poczuciu odniesienia epokowego sukcesu. Jednak bardziej wnikliwa analiza różnych aspektów funkcjonowania rodzimej giełdy i instytucji z jej otoczenia czytelnie dowodzi zastoju, a nawet regresu.

Zacznijmy od rzeczy pozytywnych i przez to chętnie eksponowanych w mediach finansowych i biznesowych. W 2006 r. na GPW zadebiutowało 38 spółek, w tym 6 zagranicznych. Ubiegły rok przyniósł prawdziwy wysyp ofert publicznych. Uplasowano wówczas akcje aż 81 przedsiębiorstw na kwotę 15,4 mld zł, ustanawiając historyczny rekord. Szczycono się przy tym, że pod względem liczby debiutów Warszawa ustąpiła w Europie miejsca jedynie Londynowi. Kapitalizacja warszawskiej giełdy przejściowo osiągnęła nawet kwotę biliona złotych, zrównując się z wartością rocznego PKB. Kilkuset procentowe stopy zwrotu z głównych indeksów, licząc od 2003 r. do połowy 2007 r., eksponowano na wszystkie możliwe sposoby. Jednym z niewątpliwych ubiegłorocznych sukcesów było stworzenie niszowego segmentu NewConnect, na którym dziś gości już 36 spółek.

Patrząc natomiast za kulisy tych sugestywnych statystyk odkrywamy zgoła inny świat. Równoległy świat egzystujący niczym po drugiej stronie lustra, przemilczany być może dlatego, że sukcesów w nim jak na lekarstwo, natomiast porażek - owszem, co nie miara. Przedstawmy kilka tych kumulujących się bolączek, z którymi dotychczas się nie zmierzono, a które od dawna uciskają nasz rynek kapitałowy niczym niewidzialny i źle skrojony gorset.

Inwazja spółek niepłynnych, groszowych i śmieciowych

Bardzo łatwo udowodnić, że “imponujący” rozkwit polskiego rynku kapitałowego mierzony liczbą notowanych spółek jest w dużej mierze mitem. Pomimo obecności na GPW niemal 350 emitentów mamy do czynienia ze sztucznym tłumem. Płynność około 100-150 spółek jest tak znikoma, że prawie nikt się nimi nie interesuje, gdyż nie ma szans na wejście i wyjście choćby z kilkutysięcznej inwestycji bez znacznego wahnięcia kursem. Zainteresowanie nowymi walorami trwa przez pierwsze kilka dni po debiucie, po czym na rynku wtórnym rozpoczyna się panowanie bezkresnego giełdowego letargu.

Wraz z nastaniem bessy minęła moda na emisje z prawem poboru, których same zapowiedzi generowały spekulacyjne eksplozje kursów. Powoli wysycha strumień nowych ofert na rynku pierwotnym, gdyż dziś nie ma szans na zebranie z rynku takich pieniędzy, jak np. rok temu. Silnie przetrzebione zasoby “fool money” nie wchłoną również ofert spółek, które mimo fatalnej kondycji wyciągają rękę po kapitał (wcześniej sparzono się m. in. na Toora, Tras Tychy). Jednocześnie nadużywa się operacji splitu, co prowadzi do księgowych dziwactw. Można bowiem znaleźć akcje kwotowane poniżej 20 groszy, a kapitał akcyjny emitentów dzieli się na ponad miliard walorów.

Dopiero niedawno pojawiły się odgórne zapowiedzi walki z narosłym zaśmieceniem polskiego parkietu. Władze Giełdy zapowiadają uruchomienie z końcem marca tzw. Listy Alertów, w której sklasyfikowane będą spółki zagrożone upadłością, niepłynne oraz groszowe. Powstaje pytanie, czy zamiast uzdrawiać istniejące aberracje nie lepiej było zawczasu nie dopuścić do nadmiernej liberalizacji dostępu do parkietu dla takich podmiotów?

Przejdźmy do kapitalizacji polskiej giełdy. Jeśli bliżej przyjrzeć się jej strukturze, to wspomniany bilion zł również jest mocno naciągany. Debiut samego Unicredit odpowiada bowiem za jednorazowy skok o 270 mld, a obrazu statystycznej fikcji dopełnia śladowy obrót walorami włoskiej grupy finansowej w Warszawie. Podobnie jest w przypadku kilku zagranicznych emitentów, m. in. z branży budowlanej. Wcześniejszy skok kapitalizacji o niemal 70 mld zł miał miejsce przy okazji debiutu czeskiej grupy energetycznej CEZ, choć w jej przypadku obrót bywa przyzwoity. Zatem po odliczeniu nie grzeszących płynnością walorów zagranicznych i uwzględnieniu erozji cen wskutek bessy o jedną trzecią (licząc od rekordów WIG) z szumnego biliona nie pozostaje nawet połowa. Czyli ten aspekt sukcesu również jawi się jako nadmuchany przez krzywe zwierciadło kreatywnej statystyki.

Zastój na rynku terminowym

Dla ugruntowania satysfakcji zainteresowanych kręgów z “prężnego rozwoju” rodzimego rynku kapitałowego również i w segmencie instrumentów pochodnych dyskusyjne sukcesy upiększa się liczbami. Eksponuje się jeden (i chyba jedyny) pozytywny element funkcjonowania derywatów. Mianowicie, jako chwytliwy miernik postępu cytuje się rekordowy wolumen i wartość transakcji zanotowanych na kontraktach indeksowych w 2007 r. Tutaj jak zwykle prym niepodzielnie wiodą futures oparte na indeksie WIG20, tymczasem poza nimi… praktycznie nie dzieje się nic.

Naświetlmy ten wielotorowy zastój. Od czasu, gdy po kilkuletnich przygodach z warrantami przeforsowano wreszcie w 2003 r. start opcji na GPW, ich animacja niezmiennie pozostawia wiele do życzenia. Nie chodzi tu tylko o kwestię niskich wolumenów i dużych “widełek” cenowych, ale również o często nawracające od niemal roku okresy dużej zmienności kursów. W takich sytuacjach działanie animatorów ustaje. Opcje akcyjne umarły śmiercią naturalną z racji innego zaniechania, jakim jest konsekwentny brak możliwości krótkiej sprzedaży akcji (kluczowej dla hedgingu wystawianych pozycji, gdyż z kolei obrót futuresami akcyjnymi od lat pozostaje mizerny).

Obiektywnie można także dostrzec nieliczne pozytywy. Takowymi są: ujednolicenie mnożnika dla kontraktów akcyjnych na poziomie 100 oraz wprowadzenie futures i opcji z dłuższymi (sięgającymi roku) terminami wygaśnięcia. Teoretycznie daje to możliwości budowania ciekawych strategii typu calendar spread, jednak ich efektywność hamuje wspomniana animacyjna niemoc i koło się zamyka.

Szumnie zapowiadany już w 2002 r. debiut certyfikatów podobnych do kontraktów futures, ale opartych o indeksy Nasdaq100 oraz DJEurostoxx50 początkowo kilkukrotnie przekładano. Następnie go zaniechano, argumentując rezygnację wycofaniem się jednego z zagranicznych podmiotów ze współpracy przy wprowadzaniu tych ciekawych instrumentów. Nieliczni niezłomni próbują swoich sił poza GPW, grając na walutowych i surowcowych kontraktach różnic kursowych CFD, oferowanych przez kilka wyspecjalizowanych platform handlu.

Jednocześnie nawet te nieliczne instrumenty finansowe, które mamy do dyspozycji na giełdzie, wedle zbiorowej opinii stały się poletkiem bezkarnych manipulacji dla wąskich grup “lepiej poinformowanych”, co naraża indywidualnych inwestorów na znaczne straty.

Czas się obudzić

Pośród nakreślonych powyżej, naciąganych sukcesów zarysowała się inna i bardzo brzemienna w skutki niemoc. Instytucje nadzoru rynku kapitałowego od lat wykazują (najdelikatniej mówiąc) opieszałość w zwalczaniu i ściganiu kryminalnych praktyk dokonujących się na polskim parkiecie i w jego otoczeniu. A nazbierało się tego wiele.

Za tzw. poznańską WIRR-ówkę sprzed dekady nikogo nie skazano. Autorom machinacji na kontraktach terminowych z 4 lutego 2004 r. również włos z głowy praktycznie nie spadł, pomimo “oskubania” kilkuset inwestorów indywidualnych na kwotę 5 mln zł. Rok 2006 przyniósł upadek Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej i wyparowanie z kont inwestorów ponad 300 mln zł. Na paranoję zakrawa fakt, że jeden z autorów tej ostatniej afery przyczynił się do kolejnej wielkiej machinacji, mianowicie w Interbrok Investment (tym razem wyciekło pół miliarda zł).

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze nierzadkie i równie wątpliwe zagrywki podmiotów tytułowanych w mediach “arbitrażystami”, rzeźbiących poziom zamknięcia WIG20 wedle własnego uznania. Na takie sztuczne ustawianie kursów generujące kolejne milionowe straty u wielu inwestorów, również machnięto ręką.

Gdzie w tych sytuacjach były instytucje nadzoru mające dbać o przejrzystość polskiego rynku kapitałowego i organa ścigania tych wielkich przestępstw? W mediach jeszcze brzmią echa “rekordowego dla polskiej giełdy roku 2007″, pomimo że tamten okres już dawno minął. Czas wreszcie zakończyć spoczywanie na laurach i zacząć budować podwaliny pod prawdziwy, długoterminowy rozwój.


Bartosz Stawiarski
Wealth Solutions - Lokaty strukturyzowane

Lokata strukturyzowana

Posted by admin on Apr 12th, 2008
2008
Apr 12

Lokata strukturyzowana kontra fundusz Arka Akcji

autorem artykułu jest Michał Kowalski

Jednym z mitów, które krążą pośród inwestorów na temat struktur, to powszechna opinia, że można je porównywać tylko z lokatami bankowymi. Mówi się, że produkty strukturyzowane konkurują z punktu widzenia stóp zwrotu z zyskiem z depozytów. To nieprawda.

Spróbujmy skonstruować lokatę strukturyzowaną, która będzie konkurencją dla funduszu akcji. Na tapetę weźmy fundusz Arka BZ WBK Akcji - symbol trwającej od kilku lat hossy na warszawskim parkiecie. Załóżmy, że inwestycja ma mieć 2-letni okres. Nie jest to długi czas, jednak biorąc pod uwagę spekulacyjne podejście inwestorów, wybór krótkie okresu analizy będzie bardziej interesujący.

Jeżeli przyjrzymy się 2-letnim stopom zwrotu z inwestycji we wskazany fundusz to okaże się, że średnio można było na nim zarobić prawie 57%. W najlepszym wypadku taka inwestycja przyniosła ponad 157% a w najgorszym inwestor stracił 30% w ciągu 2 lat. Zakładam, że nabywanie jednostek uczestnictwa odbywało się bez ponoszenia kosztu prowizji. Nie uwzględniam tu również konieczności płacenia podatku od zysków kapitałowych. Gdyby jednak przyjąć istnienie 2% prowizji oraz płatność podatku wówczas maksymalny zysk spada do 123%, średnia stopa zwrotu to 43% a w najgorszym wypadku strata sięga 32% z zainwestowanej kwoty. Dodam, że powyższe wyniki uzyskałem analizując 2-letnie stopy zwrotu z jednostek funduszu Arka BZ WBK Akcji FIO (kategoria A). Okres analizy rozpoczyna się 2.04.1998 a kończy 6.12.2007 roku. W tym czasie było zatem 1941 dwuletnich okresów inwestycyjnych.

Przyjrzyjmy się teraz jaką 2-letnią strukturę można by skonstruować w oparciu o wskazany fundusz. Do wyceny opcji przyjąłem model Blacka – Scholes’a. Podstawowym elementem wyceny opcji jest parametr zmienności. Dla uproszczenia rachunków załóżmy zatem, że będzie to urocznione 100-sesyjne odchylenie standardowe. Należy tu zaznaczyć, że każda instytucja ma swoją metodologię wyliczania zmienności, jednak nie powinny się one istotnie różnić. Zmienność wynosi zatem 23,51%. Jednostka uczestnictwa analizowanego funduszu w dniu 6.12.2007 miała wartość 52,17 zł a opcja europejska ATM wygasająca za 2 lata kosztowałaby 9,86 zł, czyli blisko 19% wartości tej jednostki.

Zajmijmy się teraz kosztami, nikt bowiem nie tworzy produktu za darmo. Załóżmy, że lokata ma formę prawną polisy na życie, dzięki temu nie zapłacimy podatku od zysków kapitałowych. Wypłata na koniec okresu będzie bowiem świadczeniem ubezpieczeniowym, od którego podatku się nie płaci. Przyjmijmy, że towarzystwo ubezpieczeniowe za swoją usługę weźmie 2%, co będzie ukryte w produkcie. Ponadto dystrybutor ukrył w środku jeszcze 1% swojej marży i jako prowizję pobierze dodatkowe 2%. Suma kosztów obciążających ten 2-letni produkt wynosi zatem 5%. Warto zaznaczyć, że nie jest to mało, jednak uwzględnienie takiego poziomu kosztów nie naraża mnie na krytykę, że prezentuję produkt po cenach dumpingowych. W praktyce można by jednak te koszty ograniczyć o 1%-2%.

Zastanówmy się teraz, jaką możemy dać gwarancję kapitału a co za tym idzie jaka będzie partycypacja w zmianie wartości jednostki uczestnictwa. Przy pełnej gwarancji kapitału i stopie dyskontowej na poziomie 6% będziemy mogli dać jedynie 42% udziału w zysku jaki wypracuje fundusz Arki. Jednak, jeśli gwarancję kapitału ograniczymy do 90%, wówczas uzyskujemy większe dyskonto, a co za tym idzie, mamy więcej do wydania na opcję. Przy wskazanej gwarancji kapitału partycypacja rośnie nam już do 89%. Można powiedzieć, że to jednak nie 100% ale patrząc na to, jakie wyniki uzyskałby produkt przy powyższych założeniach w porównaniu do bezpośredniej inwestycji w jednostki uczestnictwa, warto by już rozważyć jego nabycie (wyniki w tabeli).

Czas na poskładanie klocków i prezentację całego produktu. Polisa na życie ma zatem następujące parametry:

  • 2-letni okres inwestycji
  • 2% prowizji
  • 90% gwarancji kapitału
  • 89% partycypacji (udziału w zysku jaki osiągnie fundusz)

Poniżej przedstawiam wyniki tzw. back testu, czyli historyczne stopy zwrotu jakie można by było osiągnąć inwestując w fundusz Arki Akcji oraz w skonstruowaną polisę. Trzeba zaznaczyć, iż istnieje tu założenie dotyczące stałych parametrów produktu strukturyzowanego, a przecież cena opcji w poprzednich okresach mogła być inna co rzutowałoby na wysokość partycypacji. Tego typu założenia są jednak praktykowane na rynku ze względu na trudności z historyczną wyceną opcji.

Tabela
Obrazek

Oczywiście można powiedzieć, że przeszłość już była i dane historyczne nie muszą mieć odzwierciedlenia w przyszłości. Takiego zdania są m.in. wszyscy ci, którzy inwestując w fundusze uważają, że na pewno nie stracą. W końcu straty miały miejsce w przeszłości a przed nim już tylko świetlana przyszłość. Przeprowadźmy zatem analizę, gdzie pokażemy, ile będzie można zarobić na strukturze w relacji do oczekiwanych zysków z funduszu.

Obrazek

Powyższy wykres prezentuje wyniki inwestycji w strukturę opartą o europejską opcję ATM na fundusz Arka Akcji oraz wyniki bezpośredniej inwestycji we wskazany fundusz przy założeniu, iż płacone jest 2% prowizji oraz podatek od zysków kapitałowych. Zakres analizowanych stóp zwrotu mieści się w przedziale od -70% do +200%. Jak widać, w sytuacji, gdyby doszło do spadków na rynku inwestycja w strukturę ograniczy stratę do 11,76% zainwestowanej kwoty uwzględniając przy tym płaconą prowizję. Z kolei pozytywne stopy zwrotu ze struktury i bezpośredniej inwestycji w fundusz będą porównywalne.

Spróbujmy teraz zmodyfikować parametry struktury obniżając gwarancję kapitału do 80%. W takiej sytuacji partycypacja wzrośnie do 136%, a to oznacza, że będzie większy udział w pozytywnej stopie zwrotu funduszu. Oczywiście trzeba będzie zarobić na tyle dużo, aby odrobić „utracony” kapitał, jednak wynik końcowy może być zdumiewający.

Poniżej przedstawiam wykres stopy zwrotu ze struktury (po zmniejszeniu poziomu gwarancji kapitału do 80%) w relacji do stopy zwrotu z funduszu po zapłaceniu prowizji i podatku.

Obrazek

Jak widać, pomimo, że narażamy się na wyższą stratę na koniec inwestycji (gwarancja kapitału tylko 80%) to jednak potencjalny zysk zdecydowanie wynagradza podjęte ryzyko. Wygląda na to, że analizowana struktura okazuje się być przynajmniej konkurencyjnym produktem w stosunku do bezpośredniej inwestycji w fundusz akcji.

Mit związany z niższym potencjałem stóp zwrotu ze struktur w relacji do np. inwestycji w fundusze akcji można uznać zatem za obalony. Można budować produkty strukturyzowane, które z jednej strony będą pozwalały kontrolować ryzyko poprzez określenie maksymalnej możliwej straty na koniec okresu inwestycji, z drugiej pozwolą skutecznie zarabiać na akcjach, surowcach czy walutach.

Klienci jednak mają obawy z zaakceptowanie produktów strukturyzowanych z niepełną gwarancją kapitału. Uznają bowiem, że mogą stracić część zainwestowanych środków a zupełnie nie myślą o stracie inwestując w fundusze. Ostatnie lata dynamicznej hossy ściągnęły na rynek inwestorów nie akceptujących straty. Dla nich takie fundusze jak choćby Arka Akcji stały się symbolem ponadprzeciętnych zysków i całkowitego bezpieczeństwa powierzonych środków. Jak dotąd ryzyko podejmowane z inwestowaniem w akcje przeważnie się opłacało. Niemniej jednak jesienna przecena, która dotknęła posiadaczy zwłaszcza popularnych MIŚ-ów, powinna dać do myślenia każdemu klientowi funduszy inwestycyjnych.

Produkty strukturyzowane oparte na indeksach zagranicznych, czy też koszykach akcji notowanych na innych niż warszawska giełda mają jeszcze jedną cechę, na którą warto zwrócić uwagę. Inwestując w strukturę opartą o aktywa zagraniczne można uniknąć ryzyka walutowego, a to już zdecydowanie lepiej niż w zwykłym funduszu akcyjnym. Oczywiście fundusz taki może zainwestować nasze pieniądze w spółki niepłynne, na które żadna instytucja nie wystawi nam opcji, ale i tu nie ma sytuacji bez wyjścia. Opcje można bowiem wystawić na tytuł uczestnictwa danego funduszu a dzięki temu zarabiać, gdy on zarabia i nie tracić, gdy on traci.

Wygląda na to, że to właśnie produkty strukturyzowane są szansą na osiąganie zysków w każdych warunkach rynkowych. Mogą im się równać fundusze hedgingowe, którym w pełni wolno wykorzystywać mechanizmy pozwalające zarabiać na spadkach. Jednak sama możliwość użycia danego mechanizmu nie oznacza jeszcze, że dany fundusz będzie zarabiał. Przykładem może być fundusz Investor FIZ, który w listopadzie stracił 7,32%. Nie oznacza to jednak, że ma kiepskich zarządzających. W dłuższej perspektywie prezentuje bardzo dobre wyniki, a listopadowa „wpadka” potwierdza jedynie, że przyszłość jest nieznana.

Produkty strukturyzowane są atrakcyjną formą inwestowania kapitału. Rozwiązaniem, które w zależności od konstrukcji może być alternatywą nie tylko dla lokaty bankowej ale również dla instrumentów ryzykownych jakimi są choćby jednostki akcyjnych funduszy inwestycyjnych. Struktury pozwalają zarabiać na surowcach, walutach czy nieruchomościach - każdy płynny instrument finansowy może być podstawą do stworzenia lokaty strukturyzowanej. Co więcej, mechanizm opcyjny wykorzystany w produkcie może dodatkowo uatrakcyjnić taką inwestycję poprzez choćby wyższy niż 100 proc. udział we wzroście danego instrumentu. Co najważniejsze jednak struktury dają pełną lub częściową gwarancję kapitału, a tego nie otrzymamy w żadnym funduszu. No chyba, że w funduszu strukturyzowanym.[img][img]



Michał Kowalski
Wealth Solutions - Lokaty strukturyzowane